Ciepłe morza pod żaglami - morskie rejsy żeglarskie: Chorwacja, Grecja, Karaiby, Seszele - Sailing by Wyspiański


Idź do spisu treści

Wspomnienia i opinie z naszych rejsów

O NAS

SERGIO
Jestem żeglarzem już ponad 30 lat. Pływałem i po Mazurach i po Bałtyku. Rejs Adriatcia 2008 to było moje pierwsze spotkanie z żeglarstwem na Adriatyku i jestem zachwycony. W czasie takiego pływania można dotrzeć do małych, urokliwych i klimatycznych wysepek, a jest ich mnóstwo - rozsianych po całym morzu. Podróżując samochodem nie ma szans się tam dostać, a jest to niezapomniana przygoda. Ponieważ byłem w Chorwacji, w 2005 r. dotarliśmy samochodem na wyspę Vis, to wiem, co mówię.
Rejs był bardzo udany żeglarsko, ponieważ pływaliśmy przy różnych warunkach wietrznych - od flauty po 8 st. B. Nasz skipper Sławek był wymagający. Każdy z oficerów miał obowiązek prowadzić dziennik jachtowy i nawigację i Sławek tego pilnował. Dzięki temu mogłem się wiele nauczyć, jeśli idzie o dobrą praktykę żeglarską. Dla mnie Adriatyk to takie większe Mazury idealna alternatywa dla osób, które znają już wszystkie kąty na naszych przepięknych jeziorach, a mają słuszne obawy przed pływaniem po Bałtyku czy też Morzu Północnym. Na Adriatyku jest ciepło, przyjemnie, bezpiecznie, w zasięgu ręki mnóstwo fajnych marin z knajpkami i wyśmienitym jedzeniem, a jednak żegluje się po morzu i zdobywa się staż morski na wyższe stopnie żeglarskie.

Sergio - sternik jachtowy, chirurg, Warszawa

.................................................................................................................................................................

MONIA
Uczestniczyłam w rejsie po Adriatyku jesienią 2008 r. Wypływaliśmy z mariny w Portoroz. Morze to jednak nie są duże Mazury - budzi respekt. Najważniejsze dla mnie jest poczucie bezpieczeństwa i dobrana załoga. Obie te rzeczy udało się nam osiągnąć. Kapitan - Sławek - mój wieloletni przyjaciel - lubi rządzić, ale za wszystkie decyzje bierze odpowiedzialność. Zawsze darzyłam go dużym zaufaniem, co potwierdziło się również na rejsie - pomimo różnych warunków, przez cały czas czułam się bezpiecznie. Sławek przygotował rejs bardzo profesjonalnie: trasę, porty, locję, kalkulację kosztów, stronę internetową. Taka wyprawa to wspaniała przygoda. Oprócz piękna morza, jachtu pod żaglami, cudnych starych miast Chorwacji to również świetna okazja do poznania swoich możliwości i charakteru, a także dobre warunki do obserwacji pozostałych uczestników rejsu. Tutaj nie da się ukryć prawdziwego charakteru człowieka - widać kto jest typem przywódcy, kto nadaje się do pracy w zespole, a kto jest indywidualistą. Jeśli chcecie sprawdzić siebie, swój zespół, przeżyć przygodę, która na długo pozostaje w pamięci - gorąco polecam.

Monia - sternik jachtowy, radca prawny, Warszawa

.................................................................................................................................................................

PABLO
Od 20 lat chciałem popłynąć na rejs morski, lecz nie mogłem zmobilizować siebie i znajomych by ten cel osiągnąć. Dopiero w 2008 roku spełniłem moje marzenia - i to dwukrotnie, które miałem od momentu uzyskania patentu żeglarskiego. Były to dwie świetne przygody - rejs do Wenecji i zwiedzanie najdalej z wysuniętych wysp Chorwacji. Zmaganie się z naturą, piękne widoki i załoga z którą pracujesz i bawisz się wieczorami w tawernach - to wciąga tak mocno, że myślę już o następnych wyprawach.

Pablo - żeglarz jachtowy,właściciel firmy finansowej, Wrocław

.................................................................................................................................................................

ANDRZEJ
Jedno co mogę powiedzieć to, że żałuję, że rejs już się skończył. Wspaniała załoga dobrana przez naszego dzielnego kapitana, który z dużą wprawą i zaangażowaniem przeprowadził nas przez burzliwe wody Zatoki Weneckiej, a wiało momentami 7 stopni w skali Beauforta. Wspomnienie, które zachowam na długo w pamięci to rejs nocą z Wenecji, gdzie kołysały nas fale, a nad głową iskrzyło fantastycznie rozgwieżdżone niebo. To było coś niesamowitego! Wtedy autentycznie poczułem, że jestem trochę "bliżej nieba". Odwiedziliśmy również piękną, zagubioną na Adriatyku, wysepkę Susak, gdzie mieliśmy okazję skosztować wspaniałych potraw z miejscowej tawerny jak również spróbować wina wyprodukowane przez Włochów prowadzących winnicę na wyspie. Coś absolutnie fantastycznego to była zupa rybna przyrządzona przez Pawła. Tak pysznej zupy nie miałem okazji jak do tej pory jeść. To był mój trzeci rejs w Chorwacji. Każdy z nich był inny i nie podobny do siebie. Ten ostatni nazwałbym wietrznym i rozkołysanym.

Andrzej - sternik jachtowy, dyrektor finansowy, Lublin

.................................................................................................................................................................

ROBO
Rejs wzdłuż wybrzeży Chorwacji z pewnością był dla mnie bardzo emocjonującym przeżyciem. Z jednej strony doświadczenie przygody żeglarskiej, z drugiej zaś możliwość odwiedzenia i zobaczenia pięknych zakątków - malowniczych wysepek, których nie ma możliwości odwiedzenić będąc w Chorwacji od strony lądu. Pływam po wodach śródlądowych od 20 lat, a w Chorwacji byłem chyba z 10 razy, ale nie odwiedziłem w tak krótkim czasie tylu pięknych miejsc. Dla mnie jednak najwspanialsze są emocje związane są z samym żeglowaniem i możliwość bycia w tylu portach, gdzie każdego dnia człowiek może doświadczać czegoś nowego. Rejs miał charakter turystyczny, ale z pewnością był wyprawą, w czasie której można zupełnie zapomnieć o codziennych sprawach, człowiekowi wydaje się, że przez chwile jest kimś innym i zupełnie wolnym. Fajna sprawa dla osób kochających spędzać wolny czas aktywnie, przemieszczając się na długie mile, czy też kilometry. Dla mnie żeglowanie jak i długie wyprawy motocyklowe dają poczucie spełnienie i satysfakcji. Polecam wszystkim, którzy chcą przeżyć fajną przygodę.

Robert - żeglarz jachtowy, szef wydawnictwa prasowego, Wrocław

.................................................................................................................................................................

MARIO
wersja I: było zaje fajnie
wersja II: było jeszcze bardziej zajefajnie
wersja III: super skiper, super klimat na łodzi, tysiące atrakcji i miliony okazji by się zresetować i choć na chwilę zapomnieć o szarości dnia codziennego naprawdę warto !!!
ahoj

Mario - żeglarz jachtowy, dyrektor logistyki, Wrocław

.................................................................................................................................................................

DAREK
Od zawsze marzyłem o rejsie pełnomorskim. Już jako młody chłopak zaczytywałem się książkami marynistycznymi i marzyłem. Marzyłem, aby zobaczyć morze nie z perspektywy brzegu, ale z pokładu jachtu a nawet tropem Heyerdala tratwy. Oczywiście marzyłem o wielkich żaglowcach, o wspinaniu się na reje - widoku z bocianiego gniazda. Tylko, że były to marzenia. Z zazdrością patrzyłem na jachty i żeglarzy na Bałtyku i chyba jeszcze bardziej w Chorwacji, gdzie mariny są tak dostępne, a widok jachtów taki bliski. No i udało się, dzięki Sławkowi i jego propozycji na którą odpowiedziałem w czerwcu 2008 roku oglądając filmy z rejsu z którego wrócił. W Zasadzie to wprosiłem się. Pewnie zapytaciesię: No i co ?... Było tak, że już wybieramy się na następny rejs. Przekonałem żonę, bo warto takie chwile smakować z bliskimi, a córka nie daje mi spokoju, że ona też chce z nami płynąć . Co mnie tak urzekło? Widok morza, gdy jest się w środku małej łupinki; czułem się tak, jakbym dotknął Boga... Morze odsłania nasze słabości, uczy pokory, ale także uczy jak je pokonywać. No i te widoki... Mam 44 lata i to jest czas, gdy warto spełniać swoje marzenia. Wiem, że nie należy z nich rezygnować. Kiedyś moja piosenka zaczynała się słowami " w górach jest wszystko, co kocham…." Teraz dużą cząstkę zabrało morze, szczególnie, że można to dzielić z osobą, która jest najważniejsza na świecie.

Darek - szef i właściciel wydawnictwa, Lublin

.................................................................................................................................................................

TADEK
Oczywiście z niecierpliwością czekam na ten majowy weekend 2009. W pamięci mam nasz pierwszy rejs w Chorwacji. Wspaniała przygoda. 7 dni spędzone na morzu tak jakby w innym wymiarze - kompletne oderwanie się od codziennej rzeczywistości. Organizacyjnie było wszystko "dopięte na ostatni guzik" . Muszę przyznać, że byłem w Chorwacji przed tym rejsem trzy razy po dwa tygodnie, ale nie zobaczyłem tylu ciekawych miejsc i fantastycznych widoków, co podczas tegosiedmio dniowego rejsu. Super atmosfera na jachcie w wśród naszej załogi i bezpieczne żeglowanie w pod okiem doświadczonego skippera dopełniają tylko pozytywnego obrazu. A to był mój pierwszy raz.
Z żeglarskim pozdrowieniem

Tadek - przedsiębiorca w branże drzewnej, Lublin

.................................................................................................................................................................

GRZESIO
Na początku października 2008 pierwszy raz w swoim życiu, a mam 53 lata, pojechałem na rejs pełnomorski na północny Adriatyk. Na ten rejs namówił mnie Sławek Wyspiański. On organizował naszą wyprawę i był naszym skiperem. Moja przygoda z żeglarstwem zaczęła około 40 lat temu, ale pływałem tylko na małych jeziorach. Pływanie po morzu było zupełnie nowym wyzwaniem i nie ukrywam, że trochę mnie deprymowało. Czy dam sobie radę? Sam wśród 10 dorosłych osób nawykłych do swojego rytmu życia i codziennych przyzwyczajeń (a średnia wieku to ok. 40 lat).
Dotarliśmy do Portoroż. Tam dość szybkie odebranie jachtu i niestety trochę chandryczenia się z armatorem co do zgodności wyposażenia jachtu z zawartą w umowie specyfikacją. Po dłuższej i bardzo konkretnej rozmowie Sławka z pracownikiem armatora wszelkie nieporozumienia zostały wyjaśnione, jacht nasz i w morze. Trasa rejsu to Wenecja, północne wybrzeże Chorwacji i urokliwa w swej pierwotności wyspa Susak.

Podczas rejsu wspaniała morska pogoda, brak deszczu, wiatr do 8 st. B, duże fale, co przy różnych kursach musiało odbić się na załodze. Wchodzenie do portów tylko nocą, na światła nawigacyjne - nie wyobrażałem sobie, jak może to być skomplikowanym i niebezpiecznym manewrem. Przed wejściem do portu dokładne przeglądanie locji i map. Na schematach i w opisach portu wydaje się to być proste, ale np. port Piran i jego okolice na długości kilku mil na brzegu są bardzo dobrze oświetlone światłami miejskimi, wielkoformatowymi reklamami i neonami, których światła zlewają się ze światłami nawigacyjnymi. Znalezienie toru wodnego w tych warunkach jest naprawdę bardzo trudne. Kilkukrotnie zanim weszliśmy do portu załoga i skiper mocno musieli się wpatrywać i to w pełnej mobilizacji w światła wybrzeża. Skiper spokojny, sprawdza często wskazania pozycji z satelity i z mapy. W końcu są pulsujące światła boi i tor wody. Ulga, jesteśmy w porcie. Zawsze wchodziliśmy do portu bezpiecznie i jak się okazywało w trakcie tych manewrów, że Pan Bóg sprzyja ludziom przygotowanym. Obyło się bez najmniejszych niespodzianek.
Pogoda wietrzna, wieje 8 st. B, fale do 1,5 m. Jachtem huśta w górę w dół. Część załogi leży na pokładzie, bo inaczej się nie da bez zwrotów zawartości żołądka do wody. Ci bardziej odporni siedzą w kokpicie i gawędzą między sobą, niektórzy milczą i zachwycają się otaczającą wokół przestrzenią. Nagle pada pytanie skippera. Czy wszyscy są zapięci? Pytanie to powtarzało się bardzo często nawet i szczególnie kiedy chodziliśmy na dziób, aby siknąć na zawietrzną. Jacht wydaje się dość dobrze wyposażony w zabezpieczenia burt relingami, ale łatwość wypadnięcia za burtę jest olbrzymia. Pytaliśmy Sławka, dlaczego z takim pietyzmem pilnuje zapinania się załogantów pasami. Opowiadał nam, że na morzu bezpieczeństwo załogi jest najważniejsze - tylko wtedy jest fajna zabawa, gdy jest bezpiecznie. No cóż, zawsze łatwiej i szybciej wypada się z jachtu niż wraca na niego w mokrym i ciężkim ubraniu.
Dziesięć osób, każda chce coś innego. Powstają grupy. Jedna chce zwiedzać port i miasto, druga woli wypływać i realizować ustaloną wcześniej trasę. Tworzą się potencjalne nieporozumienia. Wołamy Sławka. Wyciągamy mapy, komunikaty prognozy pogody na najbliższe godziny i analizujemy nasz plan przeliczając mile do pokonania na czas. W końcu wypracowujemy wspólną satysfakcjonującą wszystkich decyzję i co najzabawniejsze zawsze wykreślone od nowa trasy udawało się zrealizować w przewidywanym czasie.
Na zdjęciach z rejsu często widać członków załogi za kołem sterowym, a obok nich w chwytakach a to puszka z piwem, a to jakaś inna butelka. Nic bardziej błędnego. Obowiązywała nas naprawdę bardzo twardo egzekwowana przez skippera zasada - żadnego picia w trakcie pływania. Cała załoga trzeźwa. Nie pomagały stwierdzenia, że jesteśmy zmarznięci i zmęczeni. Pojemniki po płynach są pozostałością po kolacji na pokładzie lub kilku wspólnych łykach przed snem. Rozsądek działania i bezpieczeństwo nas wszystkich były absolutnym priorytetem. Wróciłem z rejsu wypoczęty. Na moje codzienne problemy kiedy jest mi ciężko, zaczynam patrzeć z perspektywy falującego morza i wielkiej otaczającej mnie przestrzeni. To mi pomaga w odnalezieniu równowagi myśli i uczynków. Pozdrawiam

Grzegorz - żeglarz jachtowy, terakochirurg, Lublin

.................................................................................................................................................................

ZBYSZEK
Jedne z piękniejszych przeżyć wakacyjnych jakie miałem, poza oczywiście wakacjami z moimi dzieciaczkami Stasiem i Wiktorynką, to piękna wyprawa pod żaglami po Adriatyku - Słowenia, Chorwacja, Italia. Przeżycia, których doznałem podczas żeglowania i zwiedzania portów i okolicznych miejscowości, a zwłaszcza podczas silnego wiatru (dla mnie niemal sztormu), były nie do opisania. Tyle emocji i adrenaliny mógłbym porównać jedynie, jako ułan i wachmistrz, do ujeżdżania dzikiego rumaka na bezkresnym stepie. Przyznaję, że im bardziej nasz jacht zapadał się w głębiny fal, im bardziej targał nim wicher w czasie sztormu, tym większą czułem odwagę i chęć płynięcia w bezkres wód. Nie mogłem równocześnie zrozumieć pozostałych członków naszej załogi, dlaczego byli tacy markotni, a niektórzy wręcz nie dawali wówczas oznak życia. Okazało się, że targały nimi zupełnie odmienne emocje od moich. Tylko Kapitan trzymał się dzielnie. Ja, co dziwne i dla innych mało zrozumiałe, im większy był wiatr i fale tym czułem się lepiej i chciełem ostro płynąć dalej.

Dla mnie osobiście ważnym elementem wspólnej wyprawy były również zawarte nowe przyjaźnie i znajomości. Skrajne warunki na morzu wpływają na zacieśnianie się więzi między ludźmi, którzy jeszcze niedawno byli sobie zupełnie obcy. W każdej sytuacji wszyscy musieliśmy liczyć na siebie wzajemnie, ponieważ każdy z nas w pojedynkę nie zwyciężyłby z żywiołem jakim jest morze podczas sztormu. Podobne doznania, choć na dużo mniejszą skalę ze względu na brak doświadczenia w tym kierunku, odczuwałem, gdy po raz pierwszy zdobywałem uprawnienia żeglarskie na Mazurach w latach 1982-1983. Dziękuję wszystkim moim współtowarzyszom wyprawy żeglarskiej, a przede wszystkim naszemu skipperowi. Mam nadzieję, że w takim samym składzie lub jeszcze większym powtórzymy tę wspaniałą przygodę.

Zbyszek - żeglarz jachtowy, radca prawny i przedsiębiorca, samorządowiec

.................................................................................................................................................................

PAULA
Byłam na rejsie po Adriatyku w październiku 2008 r.Był to mój pierwszy rejs pełnomorski. Mam prawie 18 lat, a patent żeglarski od lat 4. Na tym rejsie znalazłam sie zupełnym przypadkiem - tata nie mógł jechać więc zapytał, czy może pojechałabym na jego miejsce z jego kolegami. Na początku trochę przerażała mnie perspektywa wyjazdu z rówieśnikami moich rodziców, których prawie nie znam, jednak był to najlepszy wyjazd w moim życiu!!:) Na takim wyjeździe ludzie się wyluzowują, dobrze bawią opowiadają dowcipy:) znikają wszelkie różnice wieku - mówiliśmy sobie po imieniu mimo różnicy wieku. Byliśmy tam po to, żeby się dobrze bawić i odpocząć od codziennych obowiązków. Każdy miał okazje sterować - co mi się niezmiernie podobało.
Zwiedzilismy wiele przepięknych zakątków. Niezwykle urokliwa była malutka wysepka Susak, gdzie próbowaliśmy regionalnych potraw i wyśmienitego wina. Sławek bardzo dobrze wszystko zorganizował - każdy szczegół był dopracowany. Monisia świetnie zarządzała naszym wspólnym kapitałem przeznaczonym na jedzenie, tak że nawet pozostała reszta:)

Nigdy nie zapomnę widoku tego przejrzystego morza, błękitnego nieba i świecącego słońca. Fajnie też, że mielismy różną pogode i siłę wiatru w ciągu całego tygodnia. Można było się lenić i pracować ostro za sterem:) Ostatniego dnia rejsu Sławek wprowadził ten wielki jacht w ślizg, co mi się niezmiernie podobało. Przyznam się też, że dużo spałam na rejsie i nigdy mi się tak dobrze nie spało jak na pokładzie, gdy słychać szum fal, promienie słońca ogrzewają twarz, a jacht kołysze delikatnie. Ten rejs to była na prawdę wspaniała przygoda i mam nadzieje, że bedę miała okazję jeszcze się na taką wyprawę wybrać. Polecam każdemu, kto lubi aktywnie spędzać czas jednocześnie odpoczywając na maxa:). A zakończyć mogę, że nie zna morza ten, kto nie pływał z Wyspiańskim.

Paula - żeglarz jachtowy, licealistka, Lublin

.................................................................................................................................................................

BASIA
Na pełnomorskim rejsie byłam po raz pierwszy. Miałam obawy, że nie dam rady, ciasnota na łodzi, zamknięte środowisko. Pływaliśmy w różnych warunkach pogodowych - od gładkiego morza po silnie wzburzone. Warunki na jachcie dobre, da się normalnie żyć. Fantastyczny zespół ludzi, tworzących załogę naszego rejsu, którzy stworzyli doskonałe warunki wspólnego spędzania czasu. Można było naprawdę wypocząć. Trasa reju ciekawa z możliwością jego zmian bez szkody dla zwiedzania okolicy. Skiper przyjazny dla załogi o profesjonalnym podejściu do tematu i co najważniejsze poprawnie reagujący w sytuacjach kryzysowych, które niestety nas nie ominęły. Taka postawa podnosiła zżycie się załogi i dawała poczucie bezpieczeństwa. Zwiedzanie kraju od strony morza jest zupełnie innym doznaniem turystycznym niż oglądanie go zza szyby samochodu. Rejs ciekawy, dający możliwość wypoczynku w poczuciu bezpieczeństwa. Polecam. Barbara Wilczyńska

Basia - pediatria, Lublin

.................................................................................................................................................................

WŁODEK
Żeglarzem jestem od szkoły podstawowej. Kiedyś pływałem w miarę regularnie, ale po wodach śródlądowych. Po latach nie praktykowania, podjęcie decyzji o uczestnictwie w rejsie morskim wcale nie przyszło mi tak łatwo. Ale teraz wiem, że była to decyzja najlepsza z możliwych. Ale po kolei. Rejs zaproponował mi kolega ze studiów Tadzio. Zaznaczę, że mieliśmy chęć załapać się na rejs jesienny 2008, ale nie wyszło. Tak naprawdę pomimo długiej podróży - z racji odległości - z Lublina do Dubrownika (nasi drajwerzy Tadzio, Staszek, Darek i Grzesio prowadzili jak zawodowcy z F1), adrenalina udzieliła się dopiero rano w sobotę, przed wejściem na jacht. Rzucenie pierwszych cum, wyjście z ciasnego portu i pierwsze powiewy morskiej bryzy....bezcenne! Kolejne dni potoczyły się błyskawicznie: kolejne mariny, piękne miejsca, zwiedzanie, duże fale przy wyjściu z Kotoru i chwile grozy przy wypadku z Asią. Zmienna pogoda, wypady do knajpek na specjały morskie i nieodzowna "śliwka", która dawała nam siły. Tego się nie da zapomnieć.

Przeżyłem wspaniałą przygodę. Jak opowiadam znajomym, wszyscy mi zazdroszczą. Ale wspaniałość nie bierze się sama z siebie. To uczestnicy rejsu tworzyli tą atmosferę. Każda osobowość inna, różne temperamenty, różne doświadczenia, ale ta mieszanka była rewelacyjna. No i przygotowanie wyprawy przez Sławka. Chylę czoła - pełen profesjonalizm. Mam nadziejeję, że jeszcze kiedyś popłynę wtaki rejs. Ahoj - Włodek

Włodek - żeglarz jachtowy, dyrektor handlowy

.................................................................................................................................................................

ASIA
Rejs Montenegro okazał się dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem. Był podróżą w inny świat – czego przykładem jest Dubrownik, marmurowe miasto z drzewami pomarańczowymi. Ale co ważniejsze, dał mi możliwość poznania siebie, doświadczenia trudnej sytuacji, kryzysu i spojrzenia na swoje życie z nowej, nieznanej dotychczas perspektywy. Choć nie było to łatwe doświadczenie, obecnie widzę jak bardzo cenne i odmieniające moje dotychczasowe funkcjonowanie. Myślę, że rejs – z racji na swoją specyfikę – daje nieocenione możliwości spojrzenia na siebie i innych z nowej, twórczej strony.

Asia - żeglarz jachtowy, HR manager, psycholog, Lublin

.................................................................................................................................................................

ELA
Gdyby ktoś mi powiedział dwa lata temu „ Będziesz pływać jachtem po Adriatyku”, to bym tej osobie kazała popukać się w czoło. Ja - typowy szczurek lądowy i woda (w dodatku morska). Ale czego nie robi się z „miłości” - zarówno do męża jak i tej do Chorwacji (która za każdym razem mnie zaskakuje i zachwyca).
No i stało się. O dziwo bez lęku i obaw 23 kwietnia wyruszyliśmy do Dubrownika. I pewnie mogłabym tak krok po kroku wymieniać nazwy miejsc do których dopływaliśmy (tutaj nie mogę się oprzeć: Kotor w Czarnogórze był przebojem rejsu), widoki które wywoływały nasze „Achy” i „Ochy” etc. Nie wspomnę też o swoim strachu i lęku (w skali od 1 do 10 osiągnęłam … 10) gdy przyszła większa fala. Ani o wypadku Asi - bo to każdemu może się przytrafić - na szczęście dobrze się skończyło, albo o czasie mierzonym wschodem i zachodem słońca. Za to wymienię osoby które tworzyły naszą załogę: Sławek - nasz skipper, Robo, Tadeusz, Grzesio, Basia, Asia, Włodek, Staszek, Darek.

Na siedem dni te osoby (można powiedzieć, że sobie nieznane, dobrane bez castingu) stworzyły niesamowity zespół, w którym zapanowała otwartość i życzliwość dla drugiego człowieka. Czy to morze sprawiło, a może Chorwacja? Trudno powiedzieć. Ale wiem jedno, jak mi ktoś rzuci hasło „w maju płyniemy na rejs do Chorwacji”- pakuję się i jadę. A z miłości do męża spakuję jego torbę i wezmę Go ze sobą.

Ela - psycholog, Lublin

.................................................................................................................................................................

HARBOUR | REJSY | TRASY | MIEJSCA | JACHTY | O NAS | Mapa witryny


Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego